
Rzekomy pomór drobiu znów atakuje – tysiące kur do utylizacji
W Polsce ponownie odnotowano przypadki rzekomego pomoru drobiu – choroby wirusowej, która choć nie zagraża ludziom, może siać ogromne spustoszenie wśród stad kur. Najnowsze ogniska potwierdzono na Pomorzu i w województwie lubelskim. Łącznie likwidacji ma podlegać ponad 30 tysięcy ptaków.
W województwie pomorskim wirusa stwierdzono na fermie w powiecie słupskim, gdzie utrzymywano 17 360 kur. Służby weterynaryjne już przystąpiły do likwidacji ogniska choroby. Zgodnie z procedurami, ptaki są usypiane i utylizowane, a teren poddany dezynfekcji. Wyznaczono również strefy zapowietrzenia i zagrożenia, co wiąże się z ograniczeniami w przemieszczaniu drobiu i środków transportu oraz obowiązkiem przestrzegania zaostrzonych zasad bioasekuracji.
Kolejny przypadek wykryto w województwie lubelskim, w powiecie lubartowskim. Tam wirusa zidentyfikowano na dwóch fermach, gdzie łącznie przebywało kilkanaście tysięcy kur. Inspekcja Weterynaryjna potwierdziła zakażenie wirusem wirusowego zapalenia tchawicy i worka spojówkowego – znanego jako rzekomy pomór drobiu (Newcastle disease). Oba ogniska zostaną zlikwidowane.
Rzekomy pomór drobiu (ND – Newcastle Disease) to wyjątkowo zakaźna choroba wirusowa drobiu, której wirus przenosi się drogą kropelkową, przez paszę, wodę i kontakt z zakażonymi ptakami. Objawy obejmują problemy z oddychaniem, skręt szyi, porażenia kończyn oraz spadek nieśności. Choroba ma obowiązek zwalczania i podlega notyfikacji do Komisji Europejskiej i Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt (WOAH).
Obecne ogniska świadczą o konieczności wzmożonej czujności w całym sektorze drobiarskim. Służby apelują do hodowców o bezwzględne przestrzeganie zasad bioasekuracji i jak najszybsze zgłaszanie wszelkich podejrzanych objawów u ptaków. Każde opóźnienie w reakcji może skutkować dalszym rozprzestrzenianiem się wirusa i ogromnymi stratami gospodarczymi.
Eksperci wskazują, że choć rzekomy pomór drobiu nie stanowi zagrożenia dla ludzi, jego wystąpienie niesie poważne konsekwencje dla producentów drobiu, eksportu i całego łańcucha dostaw. Warto przypomnieć, że Polska należy do czołowych producentów drobiu w Unii Europejskiej, dlatego nawet lokalne ogniska mogą mieć wpływ na sytuację na rynku wewnętrznym i zewnętrznym.
Sytuacja jest dynamiczna, a dalsze działania Inspekcji Weterynaryjnej będą uzależnione od wyników trwających dochodzeń epizootycznych. Hodowcy z terenów objętych restrykcjami muszą przygotować się na kontrole i ograniczenia, które mogą potrwać nawet kilka tygodni.
I.Sz.
Czy podobał Ci się nasz artykuł? Jeśli tak, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.
Jeżeli masz jakieś pytania, to zachęcamy do kontaktu z nami poprzez formularz kontaktowy
Więcej o nas dowiesz się tutaj Krajowa Federacja Hodowców Drobiu i Producentów Jaj
Zdjęcia i ilustracje na licencji Freepik oraz źródeł autora artykułu.
