MAKROEKONOMIA

Hodowla drobiu to powód do dumy, a nie  wstydu – w Minikowie obradowali przedstawiciele branży drobiarskiej.

RYNEK MIESA

Jednym z głównych wystąpień podczas spotkania producentów drobiu w Minikowie (kujawsko-pomorskie) była wypowiedź Pawła Podstawki, który wystąpił w podwójnej roli – członka Komisji Zarządzającej  Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego i prezesa Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj (KFHDiP).

„Nie możemy się wstydzić się tego, że produkujemy drób. Nie możemy przechodzić obojętnie wobec fali hejtu pod naszym adresem. Działania, które podejmujemy dzisiaj, będą miały ogromny wpływ na naszą sytuację za kilka, kilkanaście lat” – powiedział Paweł Podstawka.

Przedstawiając działalność Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego prezes Podstawka przypomniał ogólne zasady funkcjonowania funduszu.

„Będziemy wspierali nasz rodzimy produkt, który powstaje przy zachowaniu najwyższych, światowych standardów. Mamy w planach profesjonalne kampanie w mediach. Część z nich już jest realizowanych i zapewne państwo je widzieliście i słyszeliście. Będą banery i wejścia w różne kanały komunikacji. Ale będzie także zdecydowana reakcja na to, co dzieje się obecnie w Internecie. Będziemy walczyć z nieprawdziwymi i krzywdzącymi nas opiniami, niezależnie od powodów, dla których ktoś je rozpowszechnia. Stąd przygotowujemy się już do prewencji prawnej, czyli wzywania zaprzestania naruszania naszych praw. Jeżeli to nie poskutkuje, jesteśmy gotowi na bardziej zdecydowane działania” – podkreślił Podstawka.

W opinii prezesa KFHDiP, bez zdecydowanych działań przeciwko rozpowszechnianym w różnego rodzaju mediach nieprawdziwych lub zmanipulowanych informacji, za kilka lat rynek producentów polskiej żywności może ulec radykalnej redukcji.

„Nie mamy powodów by wstydzić się tego, że produkujemy żywność, bo robimy ją według najlepszych standardów. Niestety, często mamy do czynienia z elementarną niewiedzą. Większość konsumentów nie ma żadnej wiedzy na temat tego, jak hoduje się drób, czy jak produkowane są jaja. To też jest wyzwanie dla nas. I każdy z nas, producentów żywności, bo dotyczy to także producentów mięsa wieprzowego, wołowego, mleka a nawet warzyw i owoców, musi dzisiaj podjąć realne działania, by za kilkanaście lat polski rynek nie został zdominowany przez różnego rodzaju substytuty lub żywność importowaną z krajów, które nie muszą przestrzegać większości procedur narzucanych nam przez różne instytucje” – powiedział Podstawka.

Prezes Funduszu przypomniał, że ze środków FPMD mogą korzystać organizacje producenckie, które skierują do komisji odpowiednie wnioski.  

Z opinią Podstawki zgodził się obecny na konferencji ekspert zajmujący się badaniem aktywności konsumentów w Internecie.

„Obecnie trwa walka o pokolenie konsumentów, które za 10-15 lat będzie decydowało o rynku żywności. Czy jest to możliwe? Oczywiście tak. Zapewne większość z obecnych na tej sali pamięta czasy, gdy w lokalach można było palić papierosy. Gdy ogłoszono zakaz, wiele osób mówiło, że będzie to martwe prawo. Okazało się, że dzisiaj nikt nie ma żadnych wątpliwości co do przestrzegania tego  zakazu” – wyjaśniał specjalista.

W jego ocenie, obecnie trwają działania mające na celu przekonanie młodego pokolenia, że spożywanie i produkcja mięsa jest niewłaściwa, wręcz szkodliwa dla człowieka i zamieszkiwanej przez niego planety. Jedynym zaś sposobem na uratowanie gatunku i środowiska jest rezygnacja z konsumpcji żywności pochodzenia zwierzęcego i zastąpienie jej różnego rodzaju substytutami, produkowanymi np. przez duże koncerny o światowym zasięgu.

„Te działania nie dadzą może widocznych efektów za rok, czy dwa. Ale za lat dziesięć, piętnaście, może być już zupełnie inaczej. Być może wtedy będziemy mieli zamiennik mięsa w  tabletce. Przekaz branży vege jest adresowany do ludzi, którzy dzisiaj mają 16-20 lat, ale zmiana dzieje się dzisiaj” – powiedział ekspert, który zaapelował do wszystkich uczestników spotkania, by we własnym, dobrze pojętym interesie, nie przechodzili obojętnie wobec hejtu w Internecie. Przypomniał, że większość czytelników w sposób pobieżny czyta artykuły, a bardzo często dużą uwagę zwraca na umieszczone pod nimi komentarze. „Musicie reagować na każdy zauważony fejk. Brak reakcji jest kapitulacją” – powiedział.

Kolejnym głosem w dyskusji było wystąpienie pana Dariusza Goszczyńskiego, prezes zarządu i dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarskiej.

Według przytoczonych przez prezesa Goszczyńskiego danych, w skali całego świata popyt na żywność rośnie. Podobnie wygląda sytuacja także w Unii Europejskiej, choć tutaj już potencjał wzrostowy jest zdecydowanie mniejszy.

Prezes Goszczyński do najważniejszych problemów, jakie stoją obecnie przed branżą drobiarską zaliczył m.in. grypę ptaków, Brexit, otoczenie administracyjne, zawieszenie ceł z Ukrainą na import mięsa oraz rezygnację polskich władz z dłuższego moratorium na zakaz stosowania pasz zawierających GMO.

Prezes Goszczyński powiedział, że co prawda Polska została ogłoszona za wolną od grypy ptaków, jednak musimy pamiętać, że grypa tych zwierząt jako taka pozostanie i nie można o niej zapomnieć. W tej chwili największe problemy z grypą ptaków ma USA, Wielka Brytania, Francja i Włochy, co widoczne jest w doniesieniach z tych rynków. Prezes KRD opowiedział się także za współpracą z tymi krajami, które wprowadziły lub akceptują regionalizację. W ocenie Goszczyńskiego błędem władz jest pomijanie w procedurach wspierających bioasekurację ptasiej grypy, podobnie jak ma to miejsce w przypadku ASF.

Do sukcesów zaliczył przyznanie przez Komisję Europejską 34 mln euro na nadzwyczajne wsparcie dla tych producentów, którzy co prawda nie mieli u siebie ognisk ptasiej grypy, ale ucierpieli na skutek objęcia ich strefą zagrożoną. Według prezesa Goszczyńskiego, Polska jest jedynym krajem, który wystąpił z takim wnioskiem i otrzymał zgodę na jego finansowanie ze środków europejskich.

Kolejnym problemem stojącym przed polskim przemysłem drobiarskim są zmiany wywołane przez Brexit i związane z nim zmiany w przepisach. Wielka Brytania jest krajem, do którego trafia głównie żywność przetworzona. Bez odpowiedniego wsparcia ze strony administracji, istnieje ryzyko, że pozycja polskiej żywności na tamtejszym rynku będzie zagrożona.

Omawiając sytuację na unijnym rynku drobiarskim prezes Goszczyński zwrócił uwagę na wpływ „proekologicznych” organizacji lobbystycznych, które przeciwstawiają się produkcji przemysłowej kurczaka. Jako przykład dał rynek holenderski, gdzie już dzisiaj około 30 procent hodowli stanowią rasy wolnorosnące. Przy oporze wobec rozbudowy kurników, powoduje to zmniejszenie podaży lokalnego mięsa, którego popyt musi być zaspokajany przez import.

„W zasadzie można przypuszczać, że akcje organizacji ekologicznych zmierzają tak naprawdę w kierunku likwidacji hodowli i produkcji mięsa, a nie poprawę ich dobrostanu. Czy oznacza to, że mieszkańcy Unii Europejskiej  przestaną konsumować mięso? Raczej nie, tyle tylko, że będzie ono importowane z państw, które nie będą musiały w żaden sposób dostosowywać się do surowych norm, jakie obowiązują naszych producentów. (…) Jeżeli KE podnosi wymagania wobec branży w UE, domagajmy się, by te same wymagania stosowano wobec towarów importowanych z Brazylii czy państw spoza obszaru Unii Europejskiej” – uważa prezes KRD.

Komentując sytuację rynku drobiu po zniesieniu ceł na żywność importowaną z Ukrainy prezes Goszczyński zwrócił uwagę, że z tej możliwości korzysta głównie jedna firma, należąca do jednego z ukraińskich oligarchów, dostarczając olbrzymie ilości mięsa drobiowego na rynki państw Unii Europejskiej.

„Jeśli Unia Europejska chce pomagać w ten sposób Ukrainie, choć tak naprawdę korzyść odnosi jedna konkretna firma, to powinna skierować to mięso do państw, które obecnie mają poważne problemy z wyżywieniem swoich mieszkańców. Nie mam nic przeciwko pomaganiu Ukrainie, jednak by komuś pomóc, trzeba samemu mieć możliwość przetrwania” – podkreślił.

Prezes Goszczyński powiedział, że dla niego dużym zaskoczeniem było ograniczenie przez polski rząd moratorium na wprowadzenie zakazu pasz zawierających GMO tylko do końca 2023 roku.

„Wydawało się, że moratorium będzie przedłużone do 2027roku. Jakież było nasze zdziwienie, gdy ogłoszono, że moratorium obowiązuje tylko do końca przyszłego roku. Urzędnicy zdają sobie sprawę, że rodzimymi roślinami nie zastąpią soi. Co prawda pomysł jest taki, żeby od 2024 roku wprowadzić wskaźniki GMO w paszach, ale nie wiemy, jakie one będą. W ten sposób staniemy się jedynym państwem w Unii Europejskiej, które będzie miało wprowadzony zakaz stosowania pasz z GMO i stracimy obecną przewagę kosztową. Słyszałem nawet opinię, że skoro rynek nie wygenerował popytu na rośliny wysokobiałkowe, to powinno zrobić się to administracyjnie. Jednak nie może być tak, że wspieranie jednej grupy są realizowane kosztem drugiej” – powiedział Goszczyński.

Podsumowując spotkanie Paweł Podstawka podkreślił, że producenci drobiu i jaj są częścią jednego łańcucha  wytwarzającego żywność.

„Musimy współpracować, bo dzięki współpracy i jednolitemu przekazowi możemy uzyskać więcej dla każdego ogniwa tego łańcucha. Doskonałym przykładem już realizowanej współpracy jest powstanie zespołu ds. drobiarstwa. Mówimy dzisiaj już jednym głosem o naszych oczekiwaniach, problemach i postulatach” – powiedział prezes KFHDiP.

Red.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może to Cię zainteresuje?
Close
Back to top button