A weź człowieku się nie zagub.

W czym problem? Ano w jajkach. Bo tak naprawdę jaka jest różnica między jajami od kur w klatkach a jajami od kur na wolnym wybiegu? No wizualnie rzecz ujmując żadna. Te z klatek wcale nie są w kratkę bądź kwadratowe. A te z wolnego wybiegu nie porastają trawką. A w środku? Obie wersje mają białko i żółtko. No to idzie zapewne o skład. Aaaa…

Wygląda na to, że też nie. Ciekawy artykuł. Można się przerzucać argumentami na temat tego co jedzą kury i jak to wpływa na znoszone jajko. Prosty, zwykły konsument chce kupić dobre i zdrowe jajko. I tak na dobra sprawę o tym jakie jajka będziemy jedli decydujemy my sami. Aczkolwiek marketing nieźle potrafi namieszać, że wspomnę chociażby batalię o masło, które długo było „be”, bo w sprzedaży właśnie pojawiły się różne smarowidła do chleba, które trzeba było wepchnąć na rynek. A ja lubię masło 🙂

A jajka? Uwielbiam. Jadłam je jako dziecko, gdy na wsi każde gospodarstwo miało stadko kur na własne potrzeby. I gdy nie było tyle zanieczyszczeń co obecnie. Jem je również teraz. Są chyba jednym z najlepszych posiłków jakie istnieją na świecie. Na twardo czy na miękko lubię jednakowo. Zjem jedno i jestem najedzona. Co złego może być w jajku, które jest źródłem życia.

Jak dla mnie wojna o jajko to wojna o klienta, a jak to na wojnie: wszystkie chwyty dozwolone.

Występowanie ptasiej grypy to argument na korzyść chowu klatkowego.

A i tak zdecyduje cena jajka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: